Mam zły humor, burczy mi w brzuchu,
Dajcie mi rybkę, nie jestem zuchu!
Mam ostre pazury, gniewne mam oczy,
Kto mnie dziś zdenerwuje, tego nocą
Złapię i przywitam miauknięciem,
Z ogonem sterczącym z wielkim lamentem.
Moje futerko może być rude, brązowe,
Albo czarne jak noc, naprawdę gotowe
Do psot i do drapania, ale też do głaskania,
Jeśli dam wam szansę, to bez obrażania.
Uszy mam kanciaste, brwi ściągnięte w złość,
Zęby sterczą z pyska, jak tęgi mróz.
Język na wierzchu, może mokry śluz,
Ale zjem wszystko, by zaspokoić głód.
Moje łapki schowane, tylko jedna gotowa,
Do zadania ciosu, niby strzała z łowa.
Kto odważny na tyle, by podejść bliżej,
Niech przygotuje się na moje pazury wyższe,
Niż wierszyk ten długi, co właśnie się kończy,
Czarny kot groźny, czy go ktoś tu kończy
Kolorowaniem, aby zły humor zniknął,
I może na chwilę, on się uśmiechnął?










