Na gałęzi, w koronie drzew,
Siedzi sowa, śniąc swój sen.
Oczy duże, ciemne kółka,
Jak planety, jasna łunka.
Głowę skręca, czujna, sroga,
Czy to szept, czy woła droga?
Pióra szare, brąz i biel,
Może złoto dodać śmiel?
Zieleń liści wokół, gęsta,
Malowana ręka zręczna.
Czerwień mewek, co się mkną,
Lub pomarańcz, co łagodzią.
Uszka sterczą, czarne kępki,
W lesie kryją się tajemniczki.
Nóżki mocne, szare, z pazurami,
Trzymają gałąź mocno, z siłami.
Gdy noc ciemna przyjdzie już,
Sowa ruszy w świat, po łup.
Może myszka, mały gryzoń,
Złapie ją ten ptasi gon.
Ale teraz, w blasku dnia,
Malowana jest jak gra.
Każdy pociągnie pędzlem swym,
By sowa ożyła, jasnym rymem.
Więc wybierz kredki, farby też,
Koloruj świat, jak tylko chcesz!
Brązowy, szary, złoty blask,
Może fiolet dodać – to jest łask.
Kto wie, co chowają te oczy wielkie,
Gdy nocą poluje, sowa – królowa.
A tu, na kartce, cicha i śpi,
Czekając kolorów, by życiem tchnąć.
Każdy odcień, każdy cień,
Stworzy jej piękny, bajkowy dzień.










