Wśród słoneczników, co złocistym blaskiem
Budzą się w słońcu, z porannym oddechem,
Dziewczyna w hidżabie, jak marzenie z płaskiem,
W ogrodzie cichym, gdzie kwiaty szepczą echem.
Słońce gorące, jak rumieniec na jej twarzy,
Zieleń soczysta, co w listowiu się chowa,
Maluje świat ten, co się barwami wraży,
W jej oczach iskra, co radośnie ją woła.
Błękit nieba, co odbija się w kroplach rosy,
Fiolet tulipanów, co pąki swe rozwija,
Czerwień maków, jak namiętne włosy,
Lub białe lilie, co czystością przesyca.
Ona pochyla się nad kwieciem delikatnie,
Jakby z nim szeptem dzieliła sekrety,
A wiatr łagodny, co niesie zapach statecznie,
Kołysze włosy, rozwiewa wątpliwości.
Może przybiera barwy tęczy żywej,
W barwne kwiaty wciela piękno świata,
Albo w stonowane odcienie, snem tkliwy,
Każdy kolor w sercu, jak modlitwa lata.
Niech kredki płyną, tworząc dzieło sztuki,
Gdzie każdy pociągnięciem kolor odnajdzie,
W tym magicznym ogrodzie, wśród słonecznych sztuki,
Dziewczyna w hidżabie, co piękno nam zdradzi.










